Już rok przeminął prawie cały…

February 25, 2010 by Ted Meus · Filed Under: Artykuły,

Ani się nie obejrzeliśmy jak minąl rok prezeydentury Obamy. No cóz, rok czasu to w końcu niewiele ale też wystraczajaco dlugi okres aby mieć swoją własna ocenę poczynań i dokonań obecnego rzadu. Pamętamy przecież, ze w momencie wyboru i objecia stanowiska prezydenta, entuzjazm był wielki, radości co niemiara i wszystko wydawało sie takie proste. „Tak! My mozemy” krzyczał prezydent a z nim setki tysiące wyborców. Nie da sie ukryć, że oczekiwano wielkich zmian, przede wszystkim zdecydowanej poprawy naszej mocno kulejącej enkonomii, szybkiej i zdecydowanej interwencji w finansach a przede wszystkim pracy, pracy i jeszcze raz pracy.

Niestety, niewiele się jednak zmieniło. Ekonomia w dalszym ciągu jest daleka od normalnego poziomu, banki w robią wszystko aby niewiele pomóc ale o tym dalej, a poziom bezrobocia utrzymuje się na poziomie ponad 10% a nieoficjalnie, według dosć ostrożnych szacunków, jest to ponad 18%. Poziom bezrobocia nie rośnie (dobre i to) ale nie zmienia to faktu, że niewiele zrobiono aby miejsc pracy przybyło. Uzyskanie inwestycyjnego kredytu bankowego jest w dalszym ciagu niesłychanie trudne i obwarowane tyloma warunkami, że skutecznie zniechęca to wielu przedsiębiorców aby rozwinąć swoja firma a tym samym stworzyć nowe miejsca pracy. Dlatego też, wszelkie triumfalne wypowiedzi prezydenta i jego gabinetu, że kryzys mam poza soba i teraz to tylko do przodu to raczej są „pobożne życzenia” a nie rzeczywistość.

Popatrzymy bowiem, cos się dzieje na rynku finansowym. Duże bank jak „Bank of America” i  „CiTi” ogłosiły wląsnie ostatnio, ze znowu maja straty i prawdopodobnie bedą potrzebowały kolejnego wsparcia. Przcież im się należy, w końcu muszą miec gotówke aby wypłacić swoim bossom po kilkadziesiąt milionów premi za znakomita pracę. Kolejny raz okazało sie, że sfera finansów całkowicie lekceważy jakiekolwiek próby reform i jakiej takiej kontroli rządowej i robi wszystko aby nic się nie zmieniło. To widać w tej chwili bardzo wyrażnie. Do czego to doprowadzi to trudno przewidzieć ale napewno nikomu, poza bankami, to nie pomaga.

Druga sprawa, ktora mnie intersuje dużo bardziej, bo w końcu dotyczy mnie bezpośrednio to sytuacja na rynku realnościowy. W dalszym ciagu jest to bardzo mocno kulejący i chory rynek. Nawet jeśli tu i tam widzimy jakiś postęp to nie zmienia to faktu, że ilośc domów przejętych przez banki nie maleje, „short sale” też nie ubywa a dodatkowo, dzieki „pomocy” banków uzyskanie pozyczki na dom jest trudne i dużo bardziej skomplikowane niz ongiś to bywało. Bywało, ze pożyczkę dostawał kto chiał i ile chciał, co rzecz jasna było głupie ale zachłannośc banków brała wówczas góre nad rozsądkiem a teraz mamy sytuacje odwrotną: zrobić wszystko aby sprawę utrudnić a lepiej nie dać. Znowu głupota i kompletny brak elestyczności. Szczególnie sprzedaż kondominjów jest w tej chwili naprawde poważnym problemem. Duzo tego na rynku ale dostać pożyczke na kupno jest rzeczą bardzo trudna a często niemożliwa. Nie chce tu wchodzić w szczególy ale kazdy realtor ma w tej materii swoje doświadczenia. Wiemy, ze nie wyglada to dobrze i niewiele wskazuje na to aby w najbliższym czasie cos się zmieniło na lepsze.  Mam bardzo wiele telefonów od Czytelników, którzy w zasadzie ciągle zadają jedno a raczej dwa pytania: „kiedy będzie lepiej i czy ceny domów jeszcze spadna czy też to już samo dno”. Jak zawsze moja odpowiedz jest precyzyjna i uczciwa: nie wiem ale myśle, że gorzej to chyba już nie będzie. Zreszta tu i tam widać, że ceny „normalnych” nieruchomości sa dość stabilne, chociaz napewno niższe niż sprzedawcy chcieliby to widzieć.

No cóz, kryzys zmusz każdego z nas do rewizji naszych potrzeb i planów. Z drugiej strony mam nadzieję, że w banki i inne instytucje finansowe działające na rynku pożyczek na nieruchomości też w końcu zaczną myśleć i będą bardziej elastyczne a tym samym dostęp do pieniędzy będzie łatwiejszy. Co z tego, ze kolega banker siedzi na worku pieniędzy jeśli nikt nie ma z tego żadnego pożytku po za nim samym gdy wypłaca sobie parę nędznych milionów premii. Jasne, że przesadzam i być może, ktoś powie, że jestem złośliwy ale cały kryzys finansowy został spowodowany przez bank i to te wielkie, które miały i mają decydujący wpływ na calą gospodarkę światowa a w tej chwil udają, ze to nie ich wina i tak naprawdę to zawsze chcieli dobrze i tak tylko tak jakoś głupio wyszło. Ten stan rzeczy trwać nie moze. Problem w tym, ze jak już wspomniałem, wszelkie próby regulacji rynku finansowego jaki proponuje rząd, są niemile widziane i wywołują protesty.

I tutaj hasło prezydent, że „we can” nie znajduje potwierdzenia. Nie, nie jestem zwolennikiem regulacji rządowych i mieszania się państwa do sfery gospdarki. To nie jest rola państwa i doświadczenia w tej materii są powszechnie znane (na przykład, niesławnej pamięci PRL i inne Demoludy). Jeśli jednak rzad uznał, że bez poważnego wsparcia finansowego nie da się poprawić ekonomi to oczekiwałbym, że te pieniądze będa słuzyły temu właśnie celowi. Co widizmy? Niewiele. Miliony ludzi maja problem z płaceniem za swoje nieruchomości a okazuje się, że pożyczkodawcy nie są wcale zaintersowani tym aby pomóc. Jak chałupa pójdzie na foreclosure to i tak pożyczkodawcy dostaną swoje. Rzad zapłaci. Po co godzić sie na „short sale”? Po co zawracać sobie głowe z jakąs „modifikacja” skoro i tak strat nie będzie bo rzad straty zwróci. To jest chore. I tutaj prezydent i rząd „can” czyli cos z tym zrobić, Co to chyba dość proste; jeśli dom pójdzie na foreclosure to bank (pożyczkodawca) nie ma prawa dostac ani grosza za swoje straty. Jeśli nieruchomość musi byc sprzedana jako „short sale” ale bank może mieć prawo tylko do zwrotu wartości pomiędzy tym co dostał na closingu a realną wartoscią rynkową danej nieruchomości a nie wysokością zadłuzenia, chyba, że zadłuzenie jest poniżej wartości rynkowej to wówczas tylko tyle ile zabrakło do spłacenia pożyczki. Myśle , ze dość szybko zmalałaby ilość foreclosures, o modifkacje byloby dużo łatwiej ale ludzie nie traciliby domów tylko dlatego, że pożyczkodawca nie ma zamiaru ani ochoto pomóc.

Jasne, że to co piszę jest bardzo nieprecyzyjne i mgliste ale od czegoś trzeba by zacząć. W tej chwili banki obiecuja pomoc a efekt jest niewielki. Wiem, bo pomagamy wielu ludziom w modifikacjach i „short sale”. Stąd też wiem jakie jest to trudne i jak ciężko z bankami się rozmawia. To musi ulec zmianie. Był czas gdy bank zarabiały miliardy dziennie i nikt nie miał o to pretensji ale teraz jest czas aby instytucje finansowe zrewidowały swoją polityke i może jest czas aby powiedzialy nam wszystkim: ‘YES! WE CAN HELP AND WE WILL!” …i naprawdę pomogły.